wtorek, 19 lutego 2013
klipy zawsze spoko.
Na teledyski mogłabym chodzić do kina. Uwielbiam je. Uważam, że to nie lada sztuka zamknąć w 3 minutach taką historię, od której nie będziemy w stanie się oderwać, nawet jeśli muzyka doprowadza nas do szału. A już tym bardziej, jeśli to wcale nie historia, nie fabuła z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem ale jakaś ekspresja artystyczna, zbitka zdjęć, sposób kadrowania, animacja składa się na to dzieło. Wydaje mi się, że potrzeba do tego niesamowitej kreatywności, wizji. I sądzę, że jest to strasznie fajne!
To co cenię w klipach najbardziej, to właśnie ich moc przyciągania. To, że zaintryguje mnie tak bardzo, że nie potrafię go wyłączyć (o przełączaniu kanałów nie ma pisać, nie mam telewizora a jeśli nawet na jakiś natrafię to jakość programów muzycznych jest naprawdę wątpliwa)i wpatruję się w ekran do ostatnich sekund. I to nie tylko wtedy, gdy widzę klip po raz pierwszy. Zawsze. Nawet gdy dokładnie wiem, co zdarzy się za chwilę, lub że nie pojawi się nic więcej. Niektórzy potrafią zrobić teledysk, w którym cały czas widać tylko śpiewającą twarz, a mimo to gapię się na niego jak zahipnotyzowana. Przykład pierwszy z brzegu i to z własnego (czyt. polskiego) podwórka - Maria Peszek i Ludzie Psy. Klip turpistyczny, brzydki, niesmaczny. Ale dobry, bo idealnie dopasowany do przekazu, bo zgrany z osobowością artystki. Bo odważny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz